29 Paź

Blondynka

Blondynka

Sobotnie zakupy w supermarkecie. Jest ich w Piotrkowie chyba ze dwadzieścia ale w sobotnie przedpołudnie i tak w każdym mnóstwo ludzi. Ciśnienie rośnie już od zapchanego parkingu a w środku jeszcze gorzej. Kolejki do kas jak „za komuny”,  każdy się spieszy bo lista spraw do załatwienia długa. U mnie nie inaczej: zakupy, obiad, spacer z psem, odwieźć córkę, przywieźć córkę,  …napięcie rośnie. No i jeszcze ta kolejka długa jak pasterka.

Przede mną pani z koszykiem wypchanym po brzegi, powolnie wykłada na taśmę zapasy wojenne. W kasie zestresowane dziewczę co chwilę zagląda w kajet w poszukiwaniu kodu. Kiedyś to się czosnek na wojnę zbierało a teraz świeży imbir.  Paczka soli kończy aprowizację a ja oddycham z ulgą. Jeszcze tylko zapłaci i już ja.

Intendentka wkłada rękę do torebki, grzebie przez chwilę i zamiera w bezruchu. Wiem wszystko.  Kolejka jeszcze się nie domyśla ale ja już chcę krzyczeć: „nie martw się kochana pożyczę Ci swoją ”. Jednak głupio jakoś tak,  w końcu obca kobieta. Czuję jej wstyd całą sobą. Za mną dwaj nieszczęśliwi panowie. Żony jeszcze biegają w popłochu po sklepie. Czy pan i pan zrozumie kobietę, która musi codziennie zmieniać torebkę i przepakowywać całą jej zawartość? A przecież karta jak karta, zawsze gdzie indziej, tyle małych kieszonek. Nie sposób dokładnie opróżnić wszystkie. Karta to nie kosmetyczka, nie kalendarz, szczotka do włosów, rajstopy, tabletki, dezodorant, tampony, perfumy, mentosy, telefon ani krem do rąk. Karta jest zdradziecko mała i płaska.

Ofiara spogląda na kasjerkę i mamrocze: nie wzięłam karty, przepraszam. – Nic się nie stało- odpowiada z uśmiechem anioł. Jeszcze tylko wycofa niesłusznie nabite punkty z karty rabatowej, uprzątnie produkty, zadzwoni po przełożoną z magicznym kluczykiem  i po wszystkim. O co tyle krzyku? Za mną jedno przeciągłe westchnienie i jedno wymowne chrząknięcie. – Eeee, normalna sprawa- rzucam do upokorzonej i posyłam dwa głupawo- pacyfikujące uśmiechy za siebie. Panowie częściowo oduśmiechają. Jest nieźle więc kontynuuję – pani młoda, chyba zakochana, nie wzięła karty- kwilę radośnie w stronę tych, którzy nigdy nie zapominają. W uszach brzmią mi słowa koleżanki: na blondynkę, kochana, na blondynkę. Nie tłumaczysz, nie wyjaśniasz a już w żadnym wypadku nie błyskasz intelektem. Pamiętaj złociutka : w imię naszego najwyższego dobra: utrwalaj stereotyp.

Posłuchałam. Utrwaliłam. Działa.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *