20 Gru

Opowieść marki

Opowieść marki

Ania ma niecałe 30 lat i jest menadżerem w znanej korporacji. Zgłasza się do mnie na coaching bo bardzo boi się wystąpień publicznych. Po chwili okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Perfekcjonistka, analityczny umysł skoncentrowany na efektywności, procesach, raportach. Nie daje sobie prawa do błędu. Ania boi się oceny bo wciąż nie jest wystarczająco dobra.

Słucham uważnie i obserwuję jej dziecięcy strach pomieszany z zawstydzeniem.

W tym momencie przypomina mi się moja własna historia. Jako 8-letnia dziewczynka miałam wystąpić na Dniu Mamy. Nauczycielka wybrała mnie bo szybko uczyłam się wierszy, ładnie odrabiałam lekcje i miałam nienaganną dykcję. Widzę to dokładnie:

Scena jest wielka, dużo większa niż klasa. Olbrzymie reflektory rażą w oczy. Mama siedzi w pierwszym rzędzie. Widzę ją kątem oka.

– Jolu, za chwilę ty. Przygotuj się – mówi nauczycielka.- Przecież jestem przygotowana – myślę. Swój wiersz mogę powiedzieć od końca, mogę go zaśpiewać a nawet na poczekaniu ułożyć swój własny.

– No wychodź – popędza Pani. Robię krok do przodu i zamieram w bezruchu. Sala jest wypełniona po brzegi. Cisza, uśmiech mamy i światła reflektorów przyklejają mnie do podłogi. – No wychodź, wychodź na środek, słyszysz co do ciebie mówię? Słyszę ale nogi przestały chodzić. Nie tylko nogi, całe ciało jest sztywne ze strachu. – rusz się, mam Cię wyprowadzić?

Nie, nie wyprowadzić. Przytulić. Ale nie ma przy mnie nikogo, kto mógłby to zrobić. Koleżanka wybiega z impetem na scenę. W tym momencie odzyskuję siły i z uczuciem wielkiej ulgi wracam za kulisy. Pani długo się nie odzywa, a mama przytula z czułością.

Od tego momentu wiem, że scena to nie moje miejsce. Układam wiersze, których nikomu nie czytam. Uczę się ról, których nigdzie nie odgrywam. W pracy z wielka ochotą tworzę przemówienia i teksty dla innych. Patrzę z podziwem i zazdrością jak inni je prezentują, jak te słowa porywają, wzruszają, motywują. Do perfekcji opanowałam sztukę bycia miłą i pomocną w zamian za niewidzialność.

Ponad 20 lat później stoję przed kolejnym wyzwaniem.

Pewnego dnia kolega z pracy musi nagle wyjechać w delegację i już nic nie da się zrobić. Muszę poprowadzić szkolenie z PR-u dla dyrektorów, a sama jestem zwykłym pracownikiem z dwuletnim stażem. Przecież nic nie umiem, nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Jest zbyt późno żeby zastosować któryś z wcześniej przerabianych uników. Powracają szkolne demony. Jeszcze przez chwilę kombinuje żeby szybko się rozchorować albo zniknąć ale przypominam sobie, że mam 30 lat, dobrą pracę, męża i dziecko.

– Na pewno każdy z Państwa pamięta swoje pierwsze wystąpienie publiczne – zaczynam niepewnie. Ja mam dziś swoje i chciałabym wiedzieć co czuliście gdy kilkanaście lat temu staliście na moim miejscu. Ja bardzo się boję. Spoglądam na sporo starszych kolegów i widzę w ich oczach błysk, wyrozumiałość i aprobatę. Zaczynają wspominać „stare czasy” i swoje zawodowe wpadki.

Napięcie odchodzi a ja nie dość, że płynę to jeszcze staje się jedną z nich.

Wracam w końcu do mojej klientki Ani i już wiem co zrobię. Wiem, że muszę jej pomóc wyjść na scenę. Wiem jak to zrobić. Musi podzielić się ze światem swoim talentem, tym co w niej najlepsze, podzielić się sobą.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *